Ekologia | Samorząd | Administracja | Prawo | Finanse
Wielkość czcionki: a A

29.06.2010Panie dialogu

- Funkcje publiczne wymagają rozmawiania i dyskutowania, a to właśnie kobiety, bardziej niż mężczyźni, skłaniają się ku dialogowi - mówi dr Konrad Maj, psycholog społeczny, wykładowca w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej.


Czy Pana zdaniem więcej jest argumentów za, czy przeciw wprowadzeniu parytetów na listach wyborczych?

- Trzeba znaleźć złoty środek. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy tego rozwiązania mają rację, sens można odnaleźć w wypowiedziach obu stron. Badania pokazują, że im bardziej w jakiejś organizacji, czy wspólnocie proporcje płci są do siebie zbliżone, tym lepiej. Dlatego też najlepsze rozwiązanie to 50 proc. na 50 proc. Obie płcie mają swój odrębny styl funkcjonowania w grupie. W działalności publicznej, w polityce i w samorządach bardzo przydatna jest umiejętność przyjmowania cudzej perspektywy, współpracy oraz dobra komunikacja.

Według Pana to raczej kobiety czy mężczyźni mają lepsze predyspozycje do rzeczowej dyskusji i ugody?

- To właśnie kobiety mają przewagę w tym zakresie - większą skłonność do rozmawiania na trudne tematy. Mężczyźni z kolei mają nieco większe nastawienie rywalizacyjne, mniej skupiają się na relacji, a bardziej na zadaniu.

Jestem więc za wszelkimi działaniami, jakie mogą zwiększyć liczbę kobiet w życiu publicznym. Chociaż duża ilość osób uważa, że nie płeć powinna decydować, a kompetencje. Kłopot polega na tym, że w życiu społecznym polityk jest postrzegany jako męski zawód, być może dlatego wiele kobiet nie chce brać w tym udziału.


Może są jednak jakieś metody, żeby kobiety zachęcić do udziału w życiu publicznym?

- Wyróżniłbym ich kilka. Z jednej strony warto prowadzić akcje edukacyjne i promocyjne wśród wyborców na temat tego, jaka ważna i pożyteczna jest obecność kobiet w życiu publicznym. Należałoby też tego rodzaju akcje skierować do kobiet, które mogą być kandydatkami na określone stanowiska polityczne. Mam na myśli dostarczanie rzetelnych danych na temat tego, czym jest działalność publiczna, jakie są jej przejawy, możliwości i korzyści.

Przeciwnicy parytetów uważają, że kobiety same powinny się angażować, że taka pomoc „na siłę” jest dla nich krzywdząca i wręcz poniżająca.

- Jeśli mówimy o parytecie, to moim zdaniem takie regulacje powinny mieć charakter czasowy. Chodzi o to, aby przykładowo w kolejnych wyborach w sposób uprzywilejowany na listach znalazłoby się więcej kobiet, po to, żeby pokazać społeczeństwu, że mogą sobie one doskonale radzić, że są w stanie działać, być może nawet efektywniej, niż mężczyźni. Jeśli w wyborczej „ofercie” jest mniej kobiet, to chyba jasne, że mają one mniejszą szansę na zwycięstwo, zwłaszcza, że wiele osób posługuje się pewnym schematem myślowym „jak polityk, to musi to być kobieta”.

Chodzi więc o szukanie szansy na to, aby przekonać się, że uczestnictwo kobiet w życiu publicznym jest ważne, konstruktywne, produktywne i należy je zwiększać, wybierając właśnie je. W tej chwili jest tak, że kobiety mają niewiele okazji, żeby to udowodnić.


Czyli ma Pan na myśli uprzywilejowanie na próbę?

- Raczej umożliwienie zaprezentowania swojego stylu pracy. Byłaby to pewna szansa, żeby przyjrzeć się działalności kobiet w życiu publicznym, sprawdzić jak sobie radzą, kiedy jest ich więcej. Następnie, kiedy ludzie przekonaliby się, że kobiety doskonale się sprawdziły, parytety okazałyby się być może niepotrzebne. Może doczekalibyśmy się kobiety-prezydenta…


Myślę, że byłoby wielu przeciwników takiego rozwiązania, według których kobiety nie powinny pełnić męskich funkcji…

- Nie jestem za tym, żeby za wszelką cenę angażować kobiety do zawodów, uznawanych za typowo męskie, gdyż niektóre z nich wymagają np. znacznej siły fizycznej, jednak funkcje publiczne wymagają rozmawiania i dyskutowania, a to właśnie kobiety - bardziej niż mężczyźni - skłaniają się ku dialogowi. Panowie nastawieni są bardziej na monolog. Mężczyźni chcą też się pokazywać w lepszym świetle. Niestety obecnie często kobiety w życiu publicznym przyjmują zachowania mężczyzn, być może to nie podoba się innym kobietom i odstrasza je niejako od działalności publicznej. Obawiają się, nie chcą być postrzegane jako „niekobiece”.

Społeczeństwo chyba przyzwyczajone jest do kobiet w domach, kobiet podwładnych, do tego, że raczej nieliczne kobiety są chętne do działalności publicznej, do „rządzenia”. Jednak to się już zmieniło. Jak więc zreformować mentalność społeczną?

- Osoby o konserwatywnych poglądach mogą powiedzieć, że „kobiety nami rządzą”, to nienormalne. Kiedyś było przekonanie, że władza to typowo męska specjalność, teraz mamy panie prezes, panie dyrektor, panie kierownik, mnóstwo jest kobiet w służbach mundurowych. Myślę, że teraz przyszedł czas dla kobiet na politykę i szeroko rozumianą działalność publiczną. Mentalność zmieni się, kiedy kobiet będzie więcej w tej sferze i stanie się to normą.

Jak jednak przekonałby Pan kobiety do tego, że ten czas dla nich nadszedł?

- Problemem jest według mnie to, że kobiety muszą w to uwierzyć, że jest dla nich miejsce na publicznej scenie. Trzeba im mówić, że nie powinny się obawiać, że stracą przez taką działalność coś ze swej kobiecości. A kiedy będzie ich już nieco więcej niż obecnie, część kobiet uzna to w końcu za coś nie tylko możliwego, ale również normalnego, naturalnego jak ma to miejsce w krajach skandynawskich.

Mam nadzieję, że są w Polsce kobiety, które czują odpowiedzialność za nasz kraj, chcą zmian. Badania pokazują, że nawet mniejszość jest w stanie wpłynąć na większość jeśli będzie spójna, konsekwentna i wytrwała. Wierzę, że kiedyś to właśnie kobiety narzucą politykom swój styl komunikacji oraz podejście skupione na budowaniu relacji. Albo przynajmniej nieco złagodnieją kapiące testosteronem debaty.

Dziękuję za rozmowę.


Źródło: samorzad.pap.pl





Najnowsze artykuły w tej kategorii

Ponad 5000 starych drzew, głównie klonów, lip, jesionów, kasztanowców, jaworów i sosen, porasta liczący około 85 ha inowrocławski Park Solankowy. Z...
Niedawno sto procent uczniów Zespołu Szkół w wiejskiej gminie Trzyciąż nie zdało egzaminu maturalnego, chociaż średnia ogólnopolska to 25 proc....
Podsumowanie roku 2010 wykazało, że o 10% w porównaniu z poprzednim rokiem, wzrosły wydatki gmin, powiatów, województw, miast na promocję. Obecny rok...